Recenzja książki: „Czas zabijania” Johna Grishama

Recenzja książki: „Czas zabijania” Johna Grishama

Czy 540 stron to dużo, czy mało? To zależy. Od wielu rzeczy.

Po pierwsze, od formatu, jeżeli jest to format kartki A4, to rzeczywiście może się wydawać że to strasznie dużo czytania. Ale nasza bohaterka ma jedynie format B5, a więc wielkość zeszytu szkolnego. Na szczęście. Dzięki temu łatwiej trzymać w rękach taką książkę.

Po drugie, ważna jest też czcionka. Zarówno wielkość, jak i odległość między wierszami, czyli interlinia. Zbyt gęsty zapis przeszkadza strasznie, natomiast wyraźne oddzielenie od siebie wierszy powoduje, że łatwiej skupiamy wzrok na właśnie czytanej frazie. Nasza bohaterka ze zdjęcia powyżej ma tą zaletę.

Po trzecie i najważniejsze. Treść. 540 stron dysertacji naukowej może każdego zanudzić. Nawet miłośnika danego tematu. Ale tylko może, bowiem zdarza się pewnie (ale przypuszczam, że rzadko), że język takiej rozprawy potrafi wciągnąć niejednego czytelnika. No, ale autor musi wtedy mieć talent nie tylko naukowy (niezależnie od dziedziny nauki, którą się zajmuje), ale też literacki. Każdą rzecz można opisać na wiele sposobów, nawet z dziedziny prawa. Przepisy prawne są zmorą dla każdego człowieka, często są niezrozumiałe, napisane suchym językiem, który nikogo nie przyciągnie. Nawet prawników.

A gdyby tak powolutku każdemu przybliżać prawo w sposób, że tak to ujmę całkiem nieprawniczy? Bo czym jest prawo? Sam zdefiniowałem je kiedyś nie tyle jako suche przepisy, ile reguły opisujące relacje międzyludzkie. Ktoś powie teraz: a co do relacji międzyludzkich mają na przykład podatki? Bo przecież zapisane są w księgach prawniczych. To prawda, lecz podatki płacimy gminie czy państwu. A czym jest gmina lub państwo? Samo w sobie niczym, ale obie instytucje tworzone są przez ludzi w jakimś celu. A więc musiały zostać ustanowione jakieś reguły, jak takie instytucje utrzymać z pomocą ludzi je tworzących. Cele ich istnienia są różne, na przykład budowa dróg, szpitali, zapewnienie bezpieczeństwa itd. Skoro prawo to reguły opisujące relacje międzyludzkie, to w jaki sposób najlepiej je opisać? Oczywiście, za pomocą konkretnych przypadków, zdarzeń.

Po tym nieco przydługim (hm, może i więcej niż nieco) wstępie dochodzimy do sedna. 540 stron opisuje prawo widziane z punktu widzenia pewnych zdarzeń. Przewija się przez nie wielu ludzi: oskarżony, obrońca, prokurator, sędzia, ławnicy. I zwyczajni ludzie, nie mający nic wspólnego z daną sprawą, oprócz tego, że są rodziną lub znajomymi osób o wyżej wymienionych rolach. Każdy z nich ma jakieś swoje codzienne życie, które nagle zostaje zakłócone przez jakieś zdarzenie.

Pewna dziesięcioletnia dziewczynka wracała do domu. Po drodze zaczepiło ja dwóch czy trzech mężczyzn. Zgwałcili ją. W bestialski sposób. Mężczyźni są potem sądzeni, lecz ojciec dziewczynki uważa, że wyrok nie będzie sprawiedliwy i sam wymierza im sprawiedliwość – zabijając sprawców. Sam staje się przez to oskarżonym. Dodam tylko, że dziewczynka byłą czarna, napastnicy biali, a wszystko działo się w stanie, w którym rasizm kwitł w najlepsze.

Czy zostanie uznany za winnego i skazany? Grisham we wciągający sposób rozwija całą akcję, opisując ze szczegółami wszelkie zdarzenia. Ale robi to w taki sposób, że nie zanudza nikogo, każde jego słowo ma swoje miejsce, jest potrzebne. 540 stron w jego wydaniu to po prostu uczta dla każdego lubiącego dobrą książkę. Czytając ją, zastanawiamy się mimowolnie: „Co ja bym zrobił na miejscu głównych bohaterów?” Na miejscu ojca dziewczynki? Na miejscu obrońcy, który podejmując się misji obrony człowieka może stracić nie tylko majątek, ale i życie? Rozprawa sądowa powoduje, że emocje w mieście sięgają zenitu, biali chcą ukarania czarnoskórego ojca, z kolei czarni uniewinnienia.

Jak to się skończy? Nie będę pisał co jest na 540 (a ściślej 542) stronie. Muszę przyznać, że tą książkę czytałem wiele razy. Za każdym razem byłem przejęty, mimo, że znałem już treść. Grisham ma talent literacki, dzięki czemu potrafi zawiłości prawne przedstawić w taki sposób, by były wciągające, zrozumiałem dla czytelników. A na prawie zna się dobrze, w końcu sam jest prawnikiem.

Miłego czytania.

„Czas zabijania”

Autor: John Grisham.

Wydawnictwo: Amber

Stron: 542.

Tytuł oryginału: A time to kill.

Rok wydania polskiego: 1998, angielskiego: 1989

Zdjęcie okładki we wpisie: własne autora.

Dodaj komentarz

Close Menu